Przejdź do treści

Heweliusz to dla niego nie tylko zwykła rola. Aktor z Piotrkowa Trybunalskiego skrywa wiele tajemnic

  • przez

Gdy „Heweliusz” wchodzi do kin — a oczy widzów zatrzymują się na pewnym aktorze z Piotrkowa

W ostatnich tygodniach na platformach streamingowych pojawił się „Heweliusz” — film, który wielu widzów od razu nazwało najmocniejszą polską produkcją sezonu. To opowieść o tragedii promu „MS Jan Heweliusz”, spektakularna, ciężka i wciągająca tak, że trudno oderwać wzrok. Ale wśród dziesiątek postaci, równych sobie w zgiełku dramatycznych wydarzeń, jedna twarz wybijała się szczególnie.
Marcin Januszkiewicz — aktor pochodzący z Piotrkowa Trybunalskiego.

Portal Trybunalski.pl zwrócił uwagę, że w tak dużej produkcji, wypełnionej znanymi nazwiskami, to właśnie piotrkowianin stworzył jedną z ról, które widzowie zapamiętują najdłużej. W artykule podkreślono, że u boku wielkich gwiazd pojawia się „aktor z Piotrkowa”, grający majora Artura Ferenca — jedną z postaci mocno osadzonych w wojskowym wątku filmu. I faktycznie — jego zimna determinacja, precyzyjny sposób grania i oszczędność emocji sprawiają, że bohater żyje własnym tempem, nie ginąc w narracyjnym chaosie katastrofy.

Nieczęsto zdarza się, by ktoś z małego miasta jak Piotrków trafił do superprodukcji o takim rozmachu. Ale w przypadku Marcina Januszkiewicza — to nie przypadek. To efekt lat pracy, wielotorowego rozwoju i talentu, który przez lata wręcz nie mieścił się w jednej szufladzie.

Z Piotrkowa w świat — historia, która nie potrzebowała wielkich gestów

Januszkiewicz urodził się w 1987 roku w Piotrkowie Trybunalskim. I choć już jako nastolatek wiedział, dokąd zmierza, nie miał zamiaru iść „na skróty”. Zamiast szybkiego debiutu w serialu — wybrał Akademię Teatralną w Warszawie. Tam zdobył warsztat, którego dziś mogą mu pozazdrościć aktorzy skaczący między planami, nie mając czasu na rzemiosło.

Po dyplomie w 2010 roku ruszył do teatru — i to nie po to, by „gdzieś zagrać”, ale żeby uczyć się od najlepszych. Teatr Współczesny, potem Teatr Studio — tam występował w spektaklach, które budują aktora od środka: „Anna Karenina”, „Wichrowe Wzgórza”, „Hamlet”, „Moralność Pani Dulskiej”. Ze spektaklem „Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku” zdobył Grand Prix Kaliskich Spotkań Teatralnych — dla aktora to odpowiednik pierwszego wielkiego oddechu w zawodzie.

Nie rzucał się w oczy celebryckim światem. Nie musiał. Szlifował głos, styl grania, ruch sceniczny.

Aktor, który nie mieści się w jednym zawodzie

Kiedy ktoś mówi „aktor”, zwykle wyobrażamy sobie kogoś, kto albo gra w teatrze, albo biega po planach zdjęciowych. Januszkiewicz tymczasem od dawna udowadnia, że sztuka nie znosi ograniczeń.

Jest wokalistą.
Jest autorem tekstów.
Jest kompozytorem.
Pracuje w dubbingu.

Dla jednych to za dużo, dla innych — dowód wszechstronności. Ale najważniejsze jest to, że wszystkie te elementy robi dobrze.

Gdy nagrywa piosenkę, słuchać teatralną precyzję.
Gdy gra w teatrze, widać muzyczną rytmikę.
Gdy pojawia się na ekranie, brzmi pewnie jak ktoś, kto panuje nad swoim głosem w najdrobniejszych detalach.

Wystąpił m.in. w „Rojst Millennium”, „Osieckiej”, „Warszawiance”, „Brokat”, „Moim długu”. A jednak dopiero „Heweliusz” sprawił, że wielu widzów zaczęło szukać informacji: „Kim jest ten facet z tą wojskową powściągliwością?”

„Heweliusz” — takiej szansy nie dostaje się dwa razy

Z perspektywy aktorskiej rola w „Heweliuszu” ma kilka ważnych cech:
– wymaga historycznego osadzenia,
– jest dramatyczna, ale nie melodramatyczna,
– wymaga respektu wobec prawdziwych wydarzeń,
– nie daje pola na granie „pod efekt”.

Januszkiewicz wybrnął z tego w sposób charakterystyczny dla artystów, którzy wiedzą, co robią — ciszą. Ograniczeniem. Precyzją. Dzięki temu w głośnej superprodukcji pojawia się moment, w którym widz mówi: „Okej, to jest ktoś, kogo warto zapamiętać”.

Portal Trybunalski.pl napisał o nim z dumą — bo to rzadkie, by aktor z Piotrkowa pojawił się w tak dużej obsadzie i został zauważony. A jednak — to się wydarzyło.

Co dalej? Jeśli świat filmowy ma dobrą pamięć — to dopiero początek

Można powiedzieć, że „Heweliusz” to dla Januszkiewicza otwarte drzwi. Ale tak naprawdę — klucz do nich wypracował sobie sam przez kilkanaście lat ciężkiej pracy na scenach teatralnych.

Nie jest aktorem, który bierze wszystko.
Nie jest muzykiem, który „przy okazji” gra w filmach.
Nie jest celebrytą, który chwyta rolę dla zasięgów.

Jest rzemieślnikiem.
Jest artystą.
I — co najciekawsze — nadal jest w procesie.

Jeśli „Heweliusz” był momentem, kiedy publiczność szerzej zwróciła na niego uwagę, to w naturalny sposób rodzi się pytanie: kiedy zobaczymy go znów — i w jakiej roli?

Zobacz również artykuł na portalu Trybunalski.pl : Serial „Heweliusz” już na Netflixie. Aktor z Piotrkowa u boku znanych artystów